Sortowanie
Źródło opisu
Legimi
(21)
Katalog zbiorów
(7)
Forma i typ
E-booki
(19)
Książki
(7)
Audiobooki
(2)
Proza
(2)
Dramat (rodzaj)
(1)
Literatura faktu, eseje, publicystyka
(1)
Publikacje popularnonaukowe
(1)
Dostępność
dostępne
(7)
Placówka
Wypożyczalnia centralna
(7)
Autor
Handke Peter
(3)
Jaksender, Anna
(3)
Jaksender, Kajetan Maria
(3)
Kafka Franz
(3)
Proust, Marcel (1871-1922)
(3)
Biełowiec Adrianna
(2)
Derrida Jacques
(2)
Baumfeld, Gustaw Bolesław (1879-1940)
(1)
Bocian Aga
(1)
Brzegowy, Paweł
(1)
Błesznowski, Bartłomiej
(1)
Deleuze Gilles
(1)
Dmitroca Zbigniew
(1)
Dwulit, Anastazja (1970- )
(1)
Dziedzic, Stanisław (1953-2021)
(1)
Emilia Ziółkowska
(1)
Foucault, Michel (1926-1984)
(1)
Handke, Peter (1942- )
(1)
Hauptmann, Gerhart (1862-1946)
(1)
Kotkowski Ignacy
(1)
Malabou Catherine
(1)
Matuszewski, Krzysztof (1957- )
(1)
Michał Podniesiński
(1)
Patrycja Purgał
(1)
Proust Marcel
(1)
Pynchon Thomas
(1)
Surowska, Barbara (1939- )
(1)
Ziontek Artur
(1)
Rok wydania
2020 - 2026
(21)
2010 - 2019
(7)
Okres powstania dzieła
1801-1900
(2)
1901-2000
(2)
1945-1989
(2)
2001-
(2)
Kraj wydania
Polska
(28)
Ukraina
(1)
Język
polski
(28)
Przynależność kulturowa
Literatura francuska
(2)
Literatura austriacka
(1)
Literatura niemiecka
(1)
Temat
Architekci polscy
(1)
Architektura polska
(1)
Chardin, Jean-Baptiste Siméon (1699-1779)
(1)
Duchowieństwo katolickie
(1)
Estetyka
(1)
Filozofia
(1)
Głód
(1)
Józef Bilczewski (święty ; 1860-1923)
(1)
Klasy społeczne
(1)
Kościoły i kaplice
(1)
Literatura francuska
(1)
Malarstwo francuskie
(1)
Malarstwo holenderskie
(1)
Nierówności społeczne
(1)
Powstanie tkaczy śląskich (1844)
(1)
Proust, Marcel (1871-1922)
(1)
Rembrandt (1606-1669)
(1)
Sainte-Beuve, Charles Augustin (1804-1869)
(1)
Sanktuaria maryjne
(1)
Szkice literackie francuskie
(1)
Ubóstwo
(1)
Wyzysk
(1)
Zakony
(1)
Zubrzycki, Jan Sas (1860-1935)
(1)
Temat: dzieło
W poszukiwaniu straconego czasu
(1)
Temat: czas
1801-1900
(3)
1601-1700
(2)
1701-1800
(2)
1901-2000
(2)
1501-1600
(1)
Temat: miejsce
Czechy
(1)
Dolny Śląsk
(1)
Kresy wschodnie Rzeczypospolitej
(1)
Gatunek
Esej
(2)
Opowiadania i nowele
(2)
Analiza i interpretacja
(1)
Antologia
(1)
Dramat (gatunek literacki)
(1)
Dziedzina i ujęcie
Historia
(2)
Kultura i sztuka
(2)
Architektura i budownictwo
(1)
Religia i duchowość
(1)
28 wyników Filtruj
Książka
W koszyku
Tytuł oryginału: Die Weber : Schauspiel aus den vierziger Jahren.
Współfinansowanie: Fundacja Gutenberga.
"Żaden inny utwór sceniczny nie przysłużył się bardziej sprawie międzynarodowego proletariatu aniżeli Tkacze Gerharta Hauptmanna. Przez całe dziesięciolecia dramat ten wzruszał i uświadamiał, skłaniał do zadumy i refleksji, radykalizował i jednoczył ludzi ciężkiej pracy…" (Józef Kozłowski, „Pamiętnik Literacki”, 1978 r.)
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 821-2 niem. (1 egz.)
Książka
W koszyku
Obojętny / Marcel Proust ; tłumaczenie Anna Zofia Jaksender. - Kraków : "Eperons-Ostrogi", 2017. - 44, [3] strony : ilustracje ; 17 cm.
(Biblioteka Francuska)
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 821-3 franc. (1 egz.)
Książka
W koszyku
(Biblioteka Francuska)
Szkic krytyczny będący polemiką z francuskim krytykiem literackim Charlesem Augustinem Sainte-Beuve'em. Polemika dotyczyła tego, czy interpretacja utworu literackiego powinna się odnosić do biografii autora.Proust postanowił wyrazić swoje poglądy w formie rozmów z matką. Zarysowuje więc postać matki, swoje dzieciństwo i młodość. Po kilku miesiącach pisarz pracy porzucił pisanie polemiki i na podstawie rozpoczętych wątków rozpoczął pisać powieść "W poszukiwaniu straconego czasu".
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 82(091) franc. (1 egz.)
Książka
W koszyku
Pierwszy tom pism wybranych Michela Foucaulta.
Książkę wydano dzięki dofinansowaniu Wydz. Kultury Ambasady Francji w Polsce oraz Institut français w ramach Progromu Wsparcia Wydawniczego Boy-Żeleński.
Publikacja dofinansowana przez Instytut Sosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz ze środków własnych Uniwersytetu Warszawskiego.
Publikacja dofinansowana ze Srodków Fundacji Studentów i Absolwentów Iniwersytetu Jagiellońskiego "Bratniak".
Pierwszy tom pism wybranych Michela Foucaulta stanowi wybór dwudziestu czterech esejów, rozmów, wywiadów i polemik filozofa, które po raz pierwszy pojawiają się w przekładzie na język polski.
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 1(44) (1 egz.)
Książka
W koszyku
(Tylko Mocne Strony Literatury!)
Na obwolucie: Nobel Literatura 2019.
Wydano przy wsparciu finansowym Austriackiego Forum Kultury w Warszawie.
Projekt powstał dzięki dofinansowaniu Fundacji Gutenberg.
Peter Handke, który jeszcze przed opublikowaniem swej pierwszej głośnej powieści Szerszenie, zwrócił na siebie uwagę krytyki literackiej spektakularnym wystąpieniem w Princeton w roku 1966 na forum wiodącej prym w niemieckiej literaturze nieformalnej Grupy 47 zarzucając twórcom owego gremium przywiązanie do znanych metod przedstawiania świata, brak innowacyjnych pomysłów twórczych i ograniczanie się do łatwych do uchwycenia i opisania zjawisk otaczającego świata, nie zawiódł oczekiwań, jakie odtąd z nim wiązano, postrzegając go jako zdeklarowanego zwolennika nowych rozwiązań i modeli w literaturze. Pod względem formalnym Szerszenie okazały się ciekawym eksperymentem, skupiającym uwagę czytelnika na samej technice pisania powieści. Handke przyjął zasadę stosowania każdej z nowych metod tylko raz i konsekwentnie się tego trzymał. Kolejne wydawane przez niego utwory były realizacją jakiegoś zaskakującego pomysłu. Pisarz zmieniał sposoby prowadzenia narracji w prozie, a także zaskakiwał nietypowymi koncepcjami swych anty-dramatów. Tym większe było zdziwienie czytelników, gdy napisał Krótki list na długie pożegnanie (1972 r.) i Pełnię nieszczęścia (1974 r.), książki odwołujące się do jego osobistych, dramatycznych przeżyć: decyzji żony o rozbiciu ich rodziny i samobójczej śmierci matki.
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 821-3 austr. (1 egz.)
Książka
W koszyku
Historia
Kultura i sztuka
Esej nie ukazał się nawet za życia Prousta, który w liście z listopada 1895 roku, napisanym do Pierre'a Maingueta, dyrektora "Revue hebdomadaire", pisma, do którego złożył swój artykuł, opisał go jako "studium z filozofii sztuki, o ile nie jest to nazbyt pretensjonalne". Następnie esej zniknął i jakby zaginął. (Ze wstępu).
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 75(44) (1 egz.)
Książka
W koszyku
Kresy wciąż bliskie / Stanisław Dziedzic ; [redakcja tomu dr Paweł Brzegowy]. - Biały Dunajec ; Ostróg : "Wołanie z Wołynia", 2023. - 299 stron : fotografie, portrety ; 21 cm.
(Bìblìoteka "Volannâ z Volinì" ; t. 156)
W książce wyłącznie błędnie przypisany ISBN.
Architektura i budownictwo
Historia
Kultura i sztuka
Religia i duchowość
[...] Stanisław Dziedzic, gdy pracował w jednej z komisji Rady Miejskiej Miasta Krakowa, pomógł nam w wydaniu książki o wybitnym muzealniku z Gdowa Janie Józefie Fitzkem (1909-1940)... Był to hołd dla wybitnego badacza prehistorii i muzealnika związanego z Małóopolską i Wołyniem. Minęło dwadzieścia lat i teraz wydajemy ostatnią książkę Stanisława Dziedzica - niech będzie to hołd dla Człowieka z wielkim sercem, w którym miały miejsce nie tylko Kraków i Małopolska, ale także Wołyń i słowiański świat z polskimi Kresami, będącymi obecnymi terenami niepodległej Ukrainy [...] [z przedmowy]
1 placówka posiada w zbiorach tę pozycję. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Są egzemplarze dostępne do wypożyczenia: sygn. 726:272 (1 egz.)
E-book
W koszyku

Po eksterminacji globalnego rządu i rozbiciu jego armii, władzę na Ziemi przejmują Kiritianie. Pod naporem zarażonego superwirusem, zmilitaryzowanego narodu szybko padają kolonie Drogi Mlecznej i Andromedy. Nikt nie jest w stanie obalić Nieśmiertelnych, kierowanych od stuleci przez Forkisa, Pierwszego Dygnitarza Galaktycznego. Kiritianom przeciwstawia się jedynie posiadająca nielegalną flotę opozycja z wolnych planet. Wychowana w nienawiści do Nieśmiertelnych podporucznik Anna Sandstorm poprzysięga zdobyć głowę Forkisa, chcąc powetować sobie krzywdę, jaką uzurpator uczynił jej w dzieciństwie. Okazja ku temu zdarza się podczas nadchodzącej potyczki, a później na dzikiej planecie Aj. Śladem Kiritian podąża także człekojaguar Q’ualel, który, dysponując wskazówkami prastarej rasy Nimja i potężną bronią biologiczną, ma szansę zmienić układ sił w kosmosie.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Księżniczka Rizlah z rodu Salvorina jest rozpieszczoną dziedziczką tronu, przywykłą do codziennej nudy, wybrzydzania i braku szacunku dla otoczenia. Jej życie zmienia się nagle w dniu, gdy sprowadzona podstępem do uroczyska magicznej puszczy, ugryziona przez dziwną istotę, przemienia się w wilkołaka. Zaskoczona swoimi zdolnościami Riz ukrywa klątwę przez kolejne lata, korzystając z mocy posiadania dwóch tożsamości. Niespodziewanie jej los zostaje spleciony najwyższym proroctwem, emhain ablah, z losem najniebezpieczniejszego w Caer Sidi asasyna, Ravera Divinusa Relagarda, który otrzymał tajemnicze zlecenie wykonania egzekucji na księżniczce. Kto zlecił mord na księżniczce i dlaczego? Rozwiązanie zagadki proroctwa kryje się na szczytach potężnych gór Skyworld, gdzie żyją tajemniczy Ludzie Nieba, wedle plotek mogący być potężnymi arcymagami albo samymi bogami z innego świata. Aby dotrzeć do celu, wojująca ze sobą dwójka wrogów, a następnie najbliższych sobie ludzi, będzie musiała zakopać topór wojenny i pokonać bezludne tereny zamieszkałe przez niebezpieczne bestie, gdzie szaleje dzika magia zmieniająca rzeczywistość w koszmar.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
Audiobook
W koszyku
Rana / Aga Bocian. - [miejsce nieznane] : WYDAWNICTWO OSTROGI : Legimi, 2025.

Z syndromem „gotującej się żaby” łączy ją nie tylko nazwisko. Iga Żaba go uosabia. Długi czas boryka się z poważnymi trudnościami w małżeństwie i ostatecznie szuka wsparcia dla siebie w instytucji pomocowej. Omyłkowo jednak otrzymuje pracę. Od teraz jej zadaniem jest pomoc osobom doznającym przemocy. Iga wyrusza w drogę ku uzdrowieniu emocjonalnemu, wspierając jednocześnie klientkę, Anastazję. Równolegle zaś toczy własną batalię, aby wyrwać się ze stanu nie-MOCY, pokonać przeMOC i odzyskać swoją MOC. Zdarzenia rozgrywają się w urokliwym Toruniu, ale ilustrują doświadczenia bliskie wielu z nas, niezależnie od miejsca zamieszkania, statusu społecznego, czy wieku. To opowieść o wstawaniu z upadku, o trudzie odzyskiwania godności po traumie, budowania nowej rzeczywistości, po tym, gdy świat dotąd znany, rozpadł się na milion kawałków, dotkliwie raniąc w samo serce. Dramatyczne doświadczenia i zwroty akcji nie zawsze jednak pozwalają znaleźć dobre rozwiązania. Szczególnie, gdy te dobre, okazują się tylko wyborem mniejszego zła.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Powiedzmy tu, że czysta immanencja jest JAKIMŚ ŻYCIEM i niczym innym. Nie jest immanentna względem życia, lecz jest immanencją, która sama w sobie nie jest z kolei niczym innym jak tylko jakimś życiem. To życie jest immanencją immanencji, immanencją absolutną: jest mocą i całkowitym błogostanem. W takiej mierze, w jakiej Fichte w swoich ostatnich rozważaniach przekroczył aporie podmiotu i przedmiotu, przedstawił on pole transcendentalne jako jakieś życie, które nie zależy ani od Bytu, ani nie jest poddane Aktowi: jest to bezpośrednia świadomość absolutna, której aktywność nie odwołuje się już nawet do bytu, jednakże nie przestaje powstawać w życiu. Pole transcendentalne staje się więc prawdziwym planem immanencji, który w przestrzeń myśli filozoficznej ponownie wprowadza spinozjanizm. Czy nie przypomina to tego, co przeżywał Maine de Biran w swoich „ostatnich rozważaniach” (tych, których zmęczenie nie pozwoliło mu doprowadzić do końca), gdy pod transcendencją wysiłku odkrywał absolutne i immanentne życie? Pole transcendentalne określa się poprzez plan immanencji, a plan immanencji poprzez życie.

*

IMMANENCJA

W ostatnim, przedśmiertnym eseju Deleuze’a pojęcie to stało się głównym tematem rozważań. Tym bardziej jednak nabrało wagi, gdy kluczem do owego „terminu” uczynił Deleuze samo życie albo „jakieś życie/pewne życie”. Immanencja jest pojęciem pochodzenia łacińskiego, starym jak filozofia, choć spopularyzowane zostało przez jednego z głównych myślicieli nowożytności, w tym Barucha Spinozę, któremu Deleuze poświęcił książkę i wiele stron rozważań. W swym największym dziele, Etyce filozof określał Boga jako causa immanens, non vero transiens, a zatem przeczył jego transcendencji i transcendentnej przyczynie wszelkiego bytu. Uznawał Boga za immanentne centrum istnienia, za – jak mówi Deleuze – przepływ bycia, dokonujący się bezustannie akt ruchu istnienia. W takim rozumieniu immanencja (z łac. immanens – pozostający w czymś, od immanere – pozostawać wewnątrz) jest przeciwieństwem transcendencji (z łac. transcendens – przekraczający) i określa zawieranie się czegoś w czymś. W tradycji filozoficznej immanentne i zarazem transcendentne względem rzeczywistości są np. platońskie idee. Na ich podobieństwo w filozofii chrześcijańskiej mówi się o immanencji i jednakowoż transcendencji Boga.
W rozumieniu Deleuze’a nie chodzi o immanencję pojmowaną in oppositio do jakiejkolwiek możliwej transcendencji, nie chodzi tu też o żadne „immanentyzowanie transcendencji”, ale o czyste pojęcie immanencji, która nie odnosi się do niczego innego niż ona sama. „Immanencja absolutna jest w sobie samej: nie jest w czymś, nie jest do czegoś, nie zależy od przedmiotu i nie należy do podmiotu. […] Immanencja nie odnosi się do Czegoś, jako jednostki nadrzędnej, ani do Podmiotu jako aktu, który stanowi syntezę rzeczy: o planie immanencji możemy mówić jedynie wówczas, gdy to, co immanentne, nie jest już immanentne względem niczego innego niż ono samo. Tak jak pole transcendentalne nie definiuje się poprzez świadomość, tak i plan immanencji nie definiuje się poprzez mogące go w sobie zawrzeć Podmiot lub Przedmiot”.
Oto istota płaszczyzny immannecji, której treść polega na samowsobności bytu uwolnionego od wszelkiej transcendującej go zewnętrzności bądź określanej, zazwyczaj metafizycznie, sprawczości, zależności czy świętości. Polega na autopojetyczności (samostwarzaniu), autoteliczności (samocelowości) i autokauzalności (samoprzyczynowości). Mimo że Deleuze nazywa siebie „metafizykiem czystym” rezygnuje z tradycyjnych reprezentacji, z tradycyjnych dyskursów metafizycznych, z metafizycznego dualizmu i hierarchizacji bytu na rzecz tego, by ukazać, rozkręcić i emancypować maszynę immanencji.

*

Gilles Deleuze (1925–1995)

Był jednym z najbardziej wpływowych i płodnych francuskich filozofów drugiej połowy XX w. Deleuze definiował filozofię jako dziedzinę polegającą na tworzeniu pojęć, a samego siebie określał mianem „czystego metafizyka”. Był wieloletnim wykładowcą Université Paris 8 Vincennes w Saint-Denis. Napisał ponad 20 książek. J.F. Lyotard nazwał jego dzieło „filozofią wieży babilońskiej”. Jego żoną była Denise Paul „Fanny” Grandjouan, tłumaczka H.D. Lawrence’a. Całe życie mieszkał w Paryżu, podróże uważał za nieprzyjemny obowiązek zawodowy. Zginął śmiercią samobójczą, wyskakując z okna swojego apartamentu, gdy z powodu złego stanu zdrowia nie mógł już kontynuować pracy naukowej. Opublikował liczne studia z historii filozofii poświęcone m.in. Hume’owi (1953), Nietzschemu (1963), Kantowi (1964), Bergsonowi (1968), Spinozie (1968), Leibnizowi (1988) i Foucaultowi (1986). Za pierwszą książkę napisaną „we własnym imieniu” uważał Różnicę i powtórzenie (1968), w której przedstawił koncepcję różnicy niepodporządkowanej tożsamości. Zajmował się także estetyką oraz filozofią sztuki i literatury, czego wyrazem są: dwutomowe studium na temat kina (1983, 1985), monografie Prousta (1964), Kafki (1975) i Sacher-Masocha (1967) oraz brytyjskiego malarza Francisa Bacona (1981). Przyjaźnił się z Félixem Guattarim, aktywistą społecznym i psychoanalitykiem, z którym realizował projekt Kapitalizmu i schizofrenii, do którego należą „filozoficzny bestseller” Anty-Edyp (1972) oraz Tysiąc plateau (1980). Ich ostatnia wspólna książka, Co to jest filozofia? (1981), stanowi próbę podsumowania prawie pięćdziesięciu lat twórczości. Na przełomie lat 1989 i 1990 udzielił przed kamerą 8-godzinnego wywiadu swojej uczennicy i przyjaciółce Claire Parnet, wyemitowanego pod tytułem L’Abécédaire de Gilles Deleuze (1996). Rozproszone artykuły Deleuze’a zebrane zostały w trzech tomach: Negocjacje 1972–1990, Bezludna wyspa i inne teksty i rozmowy 1953–1974, Dwa porządki szaleństwa: teksty i rozmowy 1975–1995.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Apokaluptō bez wątpienia było dobrym słowem dla hebrajskiego gala. Apokaluptō – wyjawiam, odsłaniam, odkrywam, ujawniam rzecz, która może być częścią ciała, głową lub oczami, częścią sekretną, płcią lub czymkolwiek, co może być ukryte, rzeczą tajemną, rzeczą zakrytą, rzeczą, która pozostaje w ukryciu i nie jest artykułowana, może być wyrażona, ale która nie potrafi, albo której nie wolno odsłaniać ani wyprowadzać na światło dzienne. Apokekalummenoi logoi to epizodyczne uwagi. Jest to więc rzecz tajemnicy lub pudenda.

Być może byłoby konieczne – i myślałem przez moment o zrobieniu tego – by zebrać lub wydobyć wszystkie znaczenia tłoczące się wokół hebrajskiego gala, przyglądając się kolumnom i kolosom Grecji, obcując z galaktyką pod Drogą Mleczną, której konstelacja ostatnio mnie fascynuje. Co ciekawe, znaleźlibyśmy tam znowu takie znaczenia, jak te w kamieniu, na kamiennych tablicach, cylindrach, pergaminach lub księgach, zwojach, które określają ideę obnażenia [mise à nu], specyficznie apokaliptycznego odsłonięcia, wyjawienia tego, co do tej pory pozostawało spowite, odseparowane, zatajone, na przykład ciało, kiedy zdjęte zostaje ubranie lub żołądź, kiedy napletek zostaje usunięty przy obrzezaniu. A tym, co zdaje się najbardziej godne uwagi we wszystkich tych biblijnych przykładach, jakie udało mi się znaleźć, a które muszę pozostawić bez komentarza, jest fakt, że gest obnażenia lub wystawienia na widok – ten ruch apokaliptyczny – jest tutaj bardziej poważny, niekiedy bardziej winny i bardziej niebezpieczny, niż to, co następuje potem i czemu może on dać początek, na przykład stosunkowi płciowemu.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Wywiad Jeana Birnbauma z Jacques’em Derridą, który ukazał się w dzienniku „Le Monde” dziewiętnastego sierpnia 2004 roku pod tytułem Toczę wojnę z samym sobą (Je suis en guerre contre moi-meme), był ostatnią opublikowaną za życia wypowiedzią filozofa. Niecałe dwa miesiące później, dziewiątego października, Derrida już nie żył. Tekst, uzupełniony o niewielkie fragmenty, wcześniej z niego usunięte, ukazał się następnie w wersji książkowej jako W końcu nauczyć się żyć.

Od początku obydwu rozmówcom towarzyszyła myśl o złym stanie zdrowia filozofa. Rok wcześniej u Derridy zdiagnozowano raka trzustki, chorobę, która doprowadziła do śmierci jego ojca, a która teraz także u niego zaczynała dawać o sobie znać w coraz dokuczliwszy sposób. W tych okolicznościach odpowiedzi udzielane na pytania dziennikarza nieubłaganie nabierały cech testamentu, ostatnich wskazówek, jakich na temat lektury swojego dzieła dostarczał umierający. Kurcząca się nagle ilość dostępnego czasu skazywała na pośpiech, kazała mu destylować z ogromnego korpusu swoich prac pojedyncze hasła, ale przede wszystkim zachęcała do tego, by wreszcie otwarcie nazywać materię, z jakiej zrobione było całe jego myślenie, by wprost wskazać najważniejszy temat, z jakim chciałby nas zostawić. Tematem tym, na przekór posępnym okolicznościom, a także ku zdziwieniu tych, którzy utożsamiali dekonstrukcję z pochwałą tekstualnych gier, nie były żadne kojarzone z nią quasi-pojęcia w rodzaju „różni”, „parergonu” czy „suplementu”, ale zupełnie bezceremonialnie – było nim życie.

Nieodległa historia znała przykłady filozofów, którzy w ostatnich pracach ujawniali witalistyczny idiom, jak stało się to udziałem Foucaulta czy Deleuze’a, innych najważniejszych postaci francuskiej filozofii tamtego pokolenia, żegnanych notabene przez Derridę w poświęconych im tekstach nekrologach3. O ile jednak w przypadku obydwu wymienionych zwrot ten wyrastał w różny, choć wyraźny sposób z tradycji Lebensphilosophie, zwłaszcza w jej nietzscheańskim lineażu rozwijającym greckie wątki filozofii, źródła kategorii „życia” u Derridy pozostawały odmienne. Sekretnie modelował je bowiem idiom nieortodoksyjnej myśli żydowskiej, upominającej się tym samym o inne życie i inny witalizm niż ten, który znała grecka filozofia. Jeśli znakiem firmowym dekonstrukcji stało się komplikowanie binarnych opozycji metafizyki, w kręgu zainteresowania Derridy musiała znaleźć się również ta para przeciwstawianych sobie pojęć: „życie” i „śmierć”. Choć zauważa się zwykle, że analizy ich wzajemnych relacji stanowią jeden z ważniejszych i najbardziej charakterystycznych wątków jego późnych prac, przeocza się zazwyczaj, że zainteresowanie nimi datować trzeba na czas dużo wcześniejszy. Wątek żałoby pojawi się w Glas (tu pogrzebowo rozbrzmiewa nawet tytuł, Podzwonne), a więc już w 1974 roku, kiedy Derrida właśnie związkom życia i śmierci poświęci też swoje seminarium. Podważenie biegnącej między nimi granicy zasygnalizuje samym, ustanawiającym ich zrost, zapisem tytułu: „życiośmierć”.

Z posłowia tłumacza, Piotra Sadzika

***

W końcu naczyć się żyć to w życiu Jacquesa Derridy wywiad ostatni i traktujący o rzeczach ostatnich: o życiu, śmierci, życio-śmierci i przeżyciu. Derrida przedstawia siebie jako myśliciela przeżycia (survie), tym samym dystansując się do tradycji filozoficznej, którą określił platoński imperatyw melete thanatou, czyli nauki umierania. Derrida staje po stronie życia jako przeżycia, które nieustannie musi zmagać się ze śmiercią, utratą i żałobą, ale póki przeżywa – nie poddaje się i nie przyjmuje Heideggerowskiego wyroku bycia-ku-śmierci jako dydaktycznego autorytetu. Życie określone przez survie jest skończone, ale nie definiuje się przez swój kres: jest pełnoprawnym życiem, pomimo tego, że nie może liczyć na nieśmiertelność. W istocie w ogóle się nie definiuje: życia nie sposób się nauczyć. Stąd, jak zawsze u Derridy, subtelna zabawa słowna w tytule: życie można by ogarnąć tylko „w końcu”, a więc wtedy, gdy już zabraknie ucznia. W ten sposób tworzy Derrida nowy, skromnie witalistyczny typ mądrości w stylu nowoczesnej docta ignorantia: nawigując między od zawsze umierającą filozofią (od Platona do Heideggera) a chrześcijańską obietnicą życia wiecznego, Derrida kreśli trzeźwą pochwałę życia skończonego, które nie pojmuje się przez pryzmat własnego kresu, lecz pozostaje otwarte, niedokończone i niewyuczalne – aż do samego końca. Piotr Sadzik, tłumacz i autor posłowia, znakomicie wychwycił wszystkie elementy Derridiańskiej „uczonej niewiedzy”, która odsłania nam inne, dotąd w Polsce nieznane oblicze twórcy dekonstrukcji: myśliciela, który tym razem zmaga się z tekstem własnego życia.

Agata Bielik-Robson

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Wśród kilkuset osób poznanych w ciągu całego mojego życia, są takie, które wymykają się opisowi. Z daleka widzę je dość wyraźnie, ale ilekroć się do nich zbliżam i próbuję wydobyć z pamięci jakieś szczegóły, są nieuchwytni jak cienie. Jedni przemknęli na podobieństwo meteorytów, innych znałem dłużej, czasem kilka ładnych lat, mimo to nie potrafię o nich napisać wiele więcej niż kronikarz pewnego wschodniego królestwa z opowiadania Jorge Luisa Borgesa: rodzili się, żyli, umierali.

fragment książki

Verba volant, scripta manent… Tą łacińską sentencją można śmiało oddać sens tego niezwykłego i wciągającego przez wagę opowieści dziennika egzystencjalnego. I choć daleko autorowi do stworzenia formy na wzór antycznych kronik, przypowieści, moralitetów czy listów moralnych, niniejsze historie mają w sobie coś z owych antycznych dzieł, gdzie mieszanina prywatnych rozmów i historii przeplata się z fikcją literacką. Fikcją, która jednak w przypadku Lekcji (nie)obecności nigdy nie pojawia się w wyniku chęci wpisania dzieła w określone z góry ramy konkretnego gatunku. Wynika raczej z mimowolnego ruchu pamięci, która w pragnieniu poszukiwania sensu egzystencji, zanurzając się w przeszłość wymyka się jasnym nakazom gramatyki, regułom gatunkowym i języka.
Owe wspomnienia o ludziach, których się spotkało, z którymi się żyło, niekiedy szło ramię w ramię w jednym szeregu, są czymś na kształt znanych nam wszystkim starożytnych żywotów świętych, żywotów sławnych ludzi czy żywotów równoległych, z tym, że autor pozbawia swe historie jakiegokolwiek patosu i wzniosłości, wchodząc w rolę opowiadacza, kronikarza a czasem apologety ludzi „niesławnych” i „nieświętych”, nigdy moralisty czy krytyka, zawsze obserwatora, który z ironią i komizmem oddaje sens tych współczesnych żywotów.

***

Zbigniew Dmitroca, poeta, tłumacz, satyryk, prozaik i dramaturg. Autor pięciu tomów wierszy i ponad siedemdziesięciu książek dla dzieci i młodzieży. Tłumacz i współtłumacz kilkunastu tomów poezji. Twórca, autor i aktor Jednoosobowej Trupy Walizkowej Teatrzyk jak się patrzy. Współpracował z Radiem Lublin i radiową Dwójką. Publikował m.in. w „Akcencie”, „Czasie Literatury”, „Frazie”, „Kresach”, „Literaturze na Świecie”, „Odrze”, „Przekroju”, „Twórczości”, „Wyspie”, „Zeszytach Literackich”. W ostatnich latach opublikował powieść Ostatnia okazja oraz autorskie tomy przekładów poezji Anny Achmatowej Milczenie było moim domem, Władimira Britaniszskiego Krzyk duszy i Igora Pomierancewa KGB i inne wiersze, a dla dzieci m.in. Wiersze o Lublinie i Wiersze o Lubelszczyźnie. W 2023 r. ukazał się autorski tom przekładów wierszy Władimira Jermołajewa kafka i książka dla dzieci Zwierzęta Poleskiego Parku Narodowego. Razem z żoną Magdaleną (malarką i ilustratorką) oraz trojgiem czworonożnych domowników: Rudzikiem, Rabką i Fraszką mieszka na wsi na Lubelszczyźnie.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Często mówi się o zależności pomiędzy zwierzętami i ludźmi, zapominając o naszym związku ze światem flory. A przecież wszyscy jesteśmy drzewami, kwiatami, trawami i ziołami. Atlas wynaturzeń to literacki dziki ogród. Obok prozy poetyckiej pojawiają się tu historie ukwiecone elementami groteski, a także opowiadania z pogranicza fantastyki i dystopii. Zdarzają się i prawdziwe, tekstowe c h w a s t y l i t e r a c k i e, bo jak są ludzie-psy, ludzie-konie czy ludzie-myszy, tak są i ludzie-huby i ludzie kłącza. Czy człowiek-perz nie może być kuzynem Kafkowskiego człowieka-chrząszcza? Wszystko tu się z czymś wiąże, wszystko się z wszystkim wzajemnie przenika, wszystko niczym bluszcz próbuje wspiąć się wyżej, dalej, głębiej, by przyciągnąć do siebie kolejne zacisze łopuchów. Albowiem każdy tekst literacki jest w ostateczności blokiem, zwojem, kłębem, t e k s t u r ą, w końcu węzłem gordyjskim i kłączem…

Tytuły tych literackich miniatur bezpośrednio odnoszą się do barwnego świata roślin, ale tematem „Atlasu” nie jest flora, tylko – jakże przewrotnie – ludzie. A może raczej: stawanie-się-fauną i florą bytu. Bywa, że rozszyfrowanie zależności pomiędzy tytułem a surrealistyczną treścią opowiadania wydaje się niemożliwe. Zawsze jednak istnieje, a sam proces czytania jest jak zapuszczanie korzeni w ziemi własnej wyobraźni.

Atlas wynaturzeń nie jest więc linearny, nie trzeba czytać go od początku do końca, chociaż – jak każdy dziki ogród – również i on rządzi się swoimi prawami. Czytać „Atlas” na wyrywki albo na wspak, skakać pomiędzy opowiadaniami, zakładać tekst zakładką z chabrów albo źdźbeł traw – oto lektura! Zaczynać ją za każdym razem od nowa, od czegoś, co przyciąga, co coś znaczy, co sunie jak cień po wilgotnych kamieniach muru starego podwórza, zostawiając swój lepki ślad – i sunie powoli niczym ślimak na jej łopatce, gdy zasnęła na piasku gdzieś na obrzeżu czerwca i lipca, a zachwyt tego w y n a t u r z e n i a rozszerza sklejone od lepkiego pyłu słońca powieki, oto ideał…

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Peter Handke, który jeszcze przed opublikowaniem swej pierwszej głośnej powieści Szerszenie, zwrócił na siebie uwagę krytyki literackiej spektakularnym wystąpieniem w Princeton w roku 1966 na forum wiodącej prym w niemieckiej literaturze nieformalnej Grupy 47 zarzucając twórcom owego gremium przywiązanie do znanych metod przedstawiania świata, brak innowacyjnych pomysłów twórczych i ograniczanie się do łatwych do uchwycenia i opisania zjawisk otaczającego świata, nie zawiódł oczekiwań, jakie odtąd z nim wiązano, postrzegając go jako zdeklarowanego zwolennika nowych rozwiązań i modeli w literaturze. Pod względem formalnym Szerszenie okazały się ciekawym eksperymentem, skupiającym uwagę czytelnika na samej technice pisania powieści. Handke przyjął zasadę stosowania każdej z nowych metod tylko raz i konsekwentnie się tego trzymał. Kolejne wydawane przez niego utwory były realizacją jakiegoś zaskakującego pomysłu. Pisarz zmieniał sposoby prowadzenia narracji w prozie, a także zaskakiwał nietypowymi koncepcjami swych anty-dramatów. Tym większe było zdziwienie czytelników, gdy napisał Krótki list na długie pożegnanie (1972 r.) i Pełnię nieszczęścia (1974 r.), książki odwołujące się do jego osobistych, dramatycznych przeżyć: decyzji żony o rozbiciu ich rodziny i samobójczej śmierci matki.

Z posłowia Barbary L. Surowskiej

***

Czytanie książek Petera Handkego często przypomina krętą drogę poprzez własny świat myśli. Jego zdania są niby ścieżki, wijące się pośród zakamarków podświadomości, prowadzą do nieprzeniknionych obszarów marzeń sennych, zakątków bardzo odległych i zarośniętych. Odnajduje się je w drodze na polanę, a mimo wszystko nieustannie krąży się tylko wokół niej. Człowiek poszukuje oparcia, i choć proza Handkego ma swe racjonalne podstawy, to daje się wyczuć, jakby traciło się grunt pod nogami – wszystko bowiem, co zostało wypowiedziane jest precyzyjne, ale i niepewne zarazem, każde zdanie jest arbitralne, a mimo wszystko może oznaczać coś zupełnie przeciwnego. Rozterki u Handkego to przestrzeń, w której ukryte są poetyckie prawdy, uwidocznione w języku.

Ulrich Rüdenauer

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

Ubiegłoroczny laureat literackiej nagrody Nobla za całokształt twórczości, austriacki poeta, dramaturg i prozaik Peter Handke, został wyróżniony stosunkowo późno, bowiem burzliwy czas jego niesłychanie szybkiej, błyskotliwej kariery minął kilka dobrych dekad temu. Handke urodził się w roku 1942 w Griffen (Karyntia). Zadebiutował w 1966 roku kontrowersyjną mini-powieścią Szerszenie i w tym samym roku odniósł spektakularny sukces sceniczny za sprawą sztuki Publiczność zwymyślana (prapremiera 8 czerwca 1966 r. we Frankfurcie nad Menem w Theater am Turm, w reżyserii Clausa Peymanna). Rozgłos zyskał jednakże nie tyle jako autor wyżej wymienionych utworów, lecz jako niepokorny prelegent na sesji pisarzy niemieckich z „Grupy 47” w Princeton (Stany Zjednoczone) w kwietniu 1966 roku. Uczestnicząc po raz pierwszy w obradach tej grupy, młody Handke, autor jeszcze wówczas właściwie nieznany, ostro zaatakował zgromadzonych tam literatów, zarzucając im „impotencję opisu”, kompletny brak pomysłów i nazywając ich twórczość „bezmyślną” i „idiotyczną”. Równie bezpardonowo rozprawił się z krytyką literacką, która, jego zdaniem, poza opisem niczego więcej nie dostrzega i nie rozumie. Ocena ta nie była kontestowana.

Dyskusja wokół Handkego i jego poglądów dotyczących literatury rozgorzała na nowo po ukazaniu się krytycznej recenzji jego Szerszeni, której autorem był działający w Londynie austriacko-angielski pisarz – Jakov Lind (1927-2007). Lind konstatował w niej bez ogródek, że „młodzi nie chcą o niczym mówić, bo nic nie mają do powiedzenia”. Odpowiadając mu na łamach zachodnioniemieckiego czasopisma „Akzente”, które zamieściło opinie sporej grupy młodych ludzi, Handke zdecydowanie odciął się od konwencjonalnego sposobu pisania z odniesieniami do rzeczywistości, kładąc nacisk na eksperymenty z językiem:

Kiedy piszę, nie interesuje mnie tak zwana rzeczywistość. Ona mi przeszkadza. Kiedy piszę, interesuje mnie wyłącznie język; kiedy nie piszę, to zupełnie inna sprawa. W trakcie pisania rzeczywistość tylko mnie rozprasza i wszystko staje się nieczyste. W twórczości literackiej nie interesuje mnie również krytyka społeczeństwa. Po prostu nie o to chodzi. Byłoby czymś wstrętnym, gdybym musiał naginać moją krytykę porządku społecznego, by przerobić ją na wątek lub estetyzować w wierszu. Przerabianie własnego zaangażowania na wiersze, robienie z tego literatury, miast wypowiadać je wprost, uważam za wstrętne oszustwo. To estetyzm, a tej formy literatury mam po dziurki w nosie. Piszę o sobie samym („Akzente” 5/1966, s. 467).

Ze Wstępu Barbary L. Surowskiej

***

Handke zawsze wyróżniał się doskonałym stylem, (…) zasługuje na miano zaklinacza języka. Zarzuciwszy za młodu starszym kolegom „impotencję opisu”, sam wyrósł na giganta sztuki opisowej, mistrza języka, który włada nieograniczonym zasobem słownictwa. Z wirtuozerią posługuje się także gramatyką. Struktury jego zdań są imponujące, a swoją różnorodnością przypominają struktury obecne w dziełach Tomasza Manna. Dla mnie – i z tą pochwałą zgadzam się bez jakichkolwiek zastrzeżeń – Handke jest jednym z ostatnich, jeśli nie ostatnim, wielkim niemieckim komentatorem naszej epoki. Obecnie nie ma nikogo, kto byłby w stanie dorównać mu stylem. W tej kwestii panuje milcząca zgoda.

Ulf Heise

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku

[Handke] zawsze poruszał się w obszarze języka poetyckiego, w tej — nad wyraz ironicznej — wieży z kości słoniowej. Utarty język polityki, język tzw. dyskursu był tu czymś, co atakował w swych tekstach literackich. Wybuchy złości, agresja, którą często okazuje jest w sposób nierozerwalny związana z jego twórczością poetycką — a więc z tęsknotą za strefami przejściowymi, za granicami, obszarami wciąż jeszcze nieodkrytymi, które są niedookreślone, posiadają poetycki wymiar niejednoznaczności.

Helmut Böttiger

***

Historia Handkego rozpoczyna się rano i kończy tego samego dnia wieczorem, a właściwie późno w nocy. Wędrówka głównego bohatera, jego konfrontacja z naturą i cywilizacją ukazuje niemożliwe do przezwyciężenia, choć chyba jednak tylko pozornie, przeciwności między tymi dwoma światami, a także: między człowiekiem a zwierzętami, ciszą a hałasem, światłem a mrokiem, obłokiem na niebie a smugą kondensacyjną odrzutowca. Jest to bowiem wędrówka z pogranicza cywilizacji, resztek zachowanej przyrody, do centrum metropolii, przede wszystkim w poszukiwaniu granic, między jednym światem a drugim, co wcale nie jest zadaniem łatwym, ale ogromnie ważnym: przekraczanie tego progu stanowi rodzaj sprawdzianu, miary samoświadomości człowieka, jego uważności i empatii, której, co oczywiste, pozbawiona jest większość ludzi. (…) Nieprzypadkowo bohater jest aktorem: w tym bowiem zawodzie człowiek wciela się w wiele różnych ról, tak różnych, że brakuje miejsca na zdefiniowanie samego siebie, własnego miejsca w tłumie, co z kolei czyni taką osobę wyjątkowo nadwrażliwą na wszelkie dysonanse społeczne, a zwłaszcza wyczuloną na pozorność (czytaj: kłamliwość) przyjmowanych postaw i odgrywanych przez mieszkańców metropolii ról.

Z posłowia tłumacza

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku
Forma i typ

„Niczego nie dokonam, gdyż nie mam czasu, a coś wewnątrz mnie się niepokoi. Gdyby cały dzień był wolny i poranny niepokój narastałby we mnie do południa, a do wieczora by ustawał, wówczas mógłbym zasnąć. W obecnej sytuacji jednakże na ów niepokój pozostaje tylko co najwyżej godzina o zmierzchu, gdyż wtedy ten nieco się wzmaga, a następnie zostaje stłumiony, po czym psuje mi całą noc zupełnie bezsensownie, a nawet działa na szkodę. Czy długo to wytrzymam? I czy jest sens to znosić? Czy dzięki temu zyskam czas? Gdy myślę o następującej anegdocie: Napoleon w Erfurcie, na obiedzie dworskim, opowiada: „Kiedy byłem jeszcze zwyczajnym porucznikiem w piątym pułku…” (królewskie wysokości patrzą na siebie z zakłopotaniem, Napoleon zauważa to i poprawia się) „kiedy miałem jeszcze zaszczyt być zwyczajnym porucznikiem…”, żyły na szyi nabrzmiewają mi pod wpływem lekko odczuwanej i sztucznie przenikającej do mego wnętrza dumy”.

„Zaleta pisania dziennika polega na tym, że z uspokajającą jasnością uświadamiamy sobie zmiany, jakim nieustannie podlegamy, w które oczywiście na ogół wierzymy, które przeczuwamy i do których się przyznajemy, ale których nieświadomie się wypieramy, jeśli dzięki takiemu stwierdzeniu pragniemy uzyskać nadzieję czy spokój. W dzienniku znajdujemy dowody świadczące o tym, że nawet w stanach, które dziś wydają się nie do zniesienia, żyliśmy, rozglądaliśmy się wokół i zapisywaliśmy swoje spostrzeżenia, zatem że nasza prawa ręka poruszała się tak, jak dziś, kiedy jesteśmy mądrzejsi dzięki możliwości zorientowania się w ówczesnym stanie, dlatego też tym bardziej musimy uszanować nieustraszoność naszych ówczesnych dążeń, podejmowanych w szczerej niewiedzy”.

„Pamięć małego narodu nie jest mniejsza od pamięci wielkiego narodu, dlatego również radykalniej przepracowuje istniejące tematy. Zatrudnionych zostanie wprawdzie mniej znawców historii literatury, jednakże sama literatura jest nie tyle sprawą historii literatury, ale sprawą narodu i dlatego nawet jeśli nie jest zupełnie bez skazy, przynajmniej znajduje się w pewnych rękach. Albowiem wymagania stawiane jednostce przez świadomość narodową w obrębie małego narodu powodują, że wszyscy w każdej chwili muszą być zaznajomieni z przypadającą im cząstką literatury, dzierżyć ją i bronić jej, bronić w każdym przypadku, nawet gdyby nie byli z nią obeznani i nie dźwigali jej brzemienia”.

„Dawne pisma zyskują wiele różnych znaczeń, które wobec tego słabego materiału postępują dość energicznie, a owa energia jest tłumiona jedynie obawą, że zbyt łatwo można by wszystko zakończyć, a także z powodu głębokiego szacunku, w którym wszyscy się jednoczą. Wszystko dzieje się w sposób jak najbardziej uczciwy, jednakże pracuje się z pewnym skrępowaniem, które nigdy nie znika, nie dopuszcza zmęczenia, a dzięki ulepszeniu dokonanemu wprawną dłonią rozprzestrzenia się bardzo daleko. Koniec końców skrępowanie stanowi przyczynę nie tylko niemożności spojrzenia perspektywicznego, ale również spojrzenia skierowanego do wnętrza, a z tego powodu przekreślone zostają wszystkie wymienione spostrzeżenia”.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
E-book
W koszyku
Forma i typ

Nie jest konieczne, byś wyszedł z domu. Pozostań przy stole i słuchaj. Nawet nie słuchaj, czekaj tylko. Nawet nie czekaj, bądz całkiem cicho i sam. Świat sam się przed tobą odsłoni, nie może być inaczej, będzie wił się przed tobą w ekstazie.

*

Z punktu widzenia literatury mój los jest bardzo niewyszukany. Upodobanie do ukazywania mojego pogrążonego we śnie życia wewnętrznego zepchnęło wszystkie inne sprawy na margines, gdzie zaczęły się one w przerażający sposób paczyć i gdzie wypaczają się nieustannie. Nic innego nigdy nie zdoła mnie zadowolić. Teraz moja moc tworzenia takich obrazów jest zupełnie nieprzewidywalna, być może opuściła mnie już na zawsze, a może opanuje mnie jeszcze kiedyś, nie sprzyjają jej wszakże moje warunki życiowe. Kołyszę się więc, nieustannie wzlatuję na szczyt góry, ale nie mogę się tam utrzymać ani przez chwilę. Inni też się kołyszą, ale w jej dolnych regionach, i mając więcej sił; gdy grozi im upadek, pochwyci ich krewny, który w tym celu kroczy tuż przy nich. Ale ja kołyszę się tam, w górze, nie jest to niestety śmierć, a tylko wieczne męki umierania.

*

Monotonia, rutyna, wygoda oraz niesamodzielność mojego stylu życia zatrzymują mnie tu, gdzie już raz się znalazłem bezwarunkowo. Co więcej, mam nadzwyczajną skłonność do życia w sposób wygodny i niesamodzielny, wszystko zatem, co może stać się szkodliwe, ja sam dodatkowo wzmagam.

*

Jestem rozbity, niewypoczęty. Puste naczynie, jeszcze całe, a już pośród skorup, albo już pęknięte, a jeszcze pośród całych naczyń. Przepełnione kłamstwami, nienawiścią i zawiścią. Pełne nieudolności, głupoty i niepojętności. Pełne gnuśności, słabości i bezbronności.

*

Wiem jednak, że nie wolno mi się poddawać, jeśli dzięki największym cierpieniom, spowodowanym przez dławiący twórczość sposób życia, mam osiągnąć jeszcze większą, być może oczekującą mnie, wolność. Jak zauważyłem, nie wyzbyłem się jeszcze zupełnie niegdysiejszej apatii, a oziębłości serca prawdopodobnie nigdy się nie wyzbędę. To, że nie cofnąłem się z przestrachem przed żadnym poniżeniem, może wskazywać równie dobrze na moje poczucie beznadziejności, jak i dawać nadzieję.

*

Jestem niezdolny do znoszenia trosk, a być może nawet moim przeznaczeniem jest, by z powodu trosk zginąć. Gdy będę wystarczająco osłabiony – a na to nie trzeba będzie zbyt długo czekać – wystarczy prawdopodobnie najmniejsza troska, by mnie rozproszyć. Dzięki tej perspektywie mogę zresztą znaleźć możliwość odsunięcia katastrofy w czasie.

*

Literatura sformułowana jako zarzut, jest tak silną redukcją mowy, że – być może takie założenie tkwiło w niej od samego początku – stopniowo pociągnęła za sobą redukcję myśli, która zabiera właściwą perspektywę, zarzutowi zaś pozwala runąć na uboczu, daleko od celu.

*

Metafory są jedną z wielu rzeczy doprowadzających mnie do zwątpienia podczas pisania. Brak samodzielności w pisaniu, bycie zależnym od służącej, która pali w piecu, od kota, który grzeje się przy piecu, nawet od biednego, ogrzewającego się starca. Wszystko to są zjawiska niezależne, rządzące się własnymi prawami, tylko pisanie pozostaje bezbronne, nie zamieszkuje samo w sobie, jest radością i rozpaczą zarazem.

Ta pozycja jest dostępna przez Internet. Rozwiń informację, by zobaczyć szczegóły.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu dostępu, który można odebrać w bibliotece.
Pozycja została dodana do koszyka. Jeśli nie wiesz, do czego służy koszyk, kliknij tutaj, aby poznać szczegóły.
Nie pokazuj tego więcej